środa, 3 października 2018

Niepospolici z regionu - ks. Bolesław Kocięcki


          Dzisiaj opowiem wam o człowieku, który był jedną z najbardziej szlachetnych postaci naszej Małej Ojczyzny lat 20-tych. Będzie to historia kapłana, który nigdy nie załamał się pod ciężarem życiowych doświadczeń, a który swymi patriotycznymi kazaniami porywał tłumy. Poznajcie księdza Bolesława Kocięckiego - proboszcza parafii Chełmica w latach 1918-1931.


ks. Kocięcki w 1917 roku


          Bolesław Faustyn Kocięcki urodził się w grudniu 1872 roku w miejscowości Błominek w powiecie płońskim. Już od najmłodszych lat posługiwał jako ministrant w swoim parafialnym kościele w Skołatowie. Po ukończeniu gimnazjum w Płocku podjął decyzję o wstąpieniu do płockiego seminarium duchownego, co uczynił wbrew woli ojca, który zakładał, że syn zajmie się rolnictwem i będzie uprawiał rodzinne ziemie. Na swoją pierwszą placówkę został posłany jeszcze jako diakon w 1894 roku. Była to parafia w Rypinie, gdzie nowy proboszcz, ks. Antoni Smoleński potrzebował pomocy przy dźwiganiu wspólnoty ze stanu moralnego zepsucia zastanego po poprzednim gospodarzu. Po roku czasu ksiądz Kocięcki otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Michała Nowodworskiego. Trzy lata później opuścił on parafię w Rypinie i udał się na placówkę w Krasnym, którą zarządzał jego były proboszcz z rodzinnego kościoła w Skołatowie, ks. Ludomir Dunin Wolski. Po 6 miesiącach ks. Kocięcki został przeniesiony do kościoła kolegiackiego w Pułtusku, skąd po 4 latach trafił do Przasnysza, gdzie objął stanowisko rektora kościoła pw. św. Jakuba i Anny. Po roku przeniósł się do parafii Bądkowo nad którą tymczasowo, w ramach zastępstwa objął zarząd. W ciągu 4 lat udało mu się tam gruntownie wyremontować plebanię i budynki gospodarcze, a także wykopać studnię. Następnie dobrowolnie ustąpił on miejsca wcześniejszemu proboszczowi, który zapragnął powrócić do swojej parafii. Ksiądz Kocięcki przeszedł do małej parafii położonej w nadwiślańskiej miejscowości Rokicie, gdzie został po raz pierwszy pełnoprawnym, samodzielnym proboszczem.


Podpis ks. Kocięckiego


          Nastał rok 1906, który okazał się być bardzo trudnym czasem dla polskiego Kościoła Katolickiego. W wyniku rebelii mariawickiej kilkanaście parafii, w tym wiele z diecezji płockiej wymówiło posłuszeństwo kościołowi rzymskokatolickiemu i przeszło na mariawityzm pociągając za sobą kilkadziesiąt tysięcy wiernych. W parafii Żukowo w powiecie płońskim 70-letni proboszcz Sylwester Dowgiałło ze względu na wiek nie radził sobie z oddziałującą z sąsiedniej parafii Kobylniki propagandą Mariawitów, w związku z czym w szybkim tempie tracił wiernych. Sytuacja ta zaniepokoiła biskupa, który postanowił w miejsce starszego kapłana umieścić młodego i energicznego duchownego, który byłby w stanie uratować parafię. Wybór padł na księdza Bolesława Kocięckiego. Po trzech latach urzędowania w Rokiciu, wiosną 1908 roku zamienił się on placówkami z ks. Dowgiałło. Kapłan z zapałem zabrał się do nowej misji. Zorganizował swój uroczysty ingres połączony z procesją, który przyciągnął wiele osób z okolic, w tym nastawionych wrogo Mariawitów podburzanych przez ich proboszcza z Kobylnik, ks. Przyjemskiego. Ks. Kocięcki swoją charyzmą i wygłaszanymi płomiennymi kazaniami wywarł ogromne wrażenie na ludności. Aby wzmocnić efekt zorganizował trwające tydzień misje parafialne zakończone złożeniem przez parafian przysięgi na wierność Kościołowi. Czyny te skłoniły ks. Przyjemskiego do rozpoczęcia agresywnego podżegania swoich wiernych przeciwko ks. Kocięckiemu. Od tej pory kapłan musiał znosić nieustanne fizyczne i słowne ataki na swoją osobę. Jego plebania była nieustannie obrzucana kamieniami, które często tłukły szyby i wlatywały do środka. Terror ten sprawił, że kapłan często zamiast w łóżku sypiał pod blatem swojego biurka.

            Cierpliwe znoszenie krzywd i nieustępliwość ks. Kocięckiego doprowadziły w końcu do tego, że mieszkańcy Kobylnik wypędzili swojego mariawickiego proboszcza. Po czterech latach nieugiętej pracy parafia odżyła i odzyskała swoją siłę, a w okolicy jedynie cztery rodziny pozostały przy religii mariawickiej. Po sukcesie swojej misji kapłan przeniósł się do Gralewa, gdzie czekało na niego kolejne wyzwanie. Za rządów poprzednika w parafialnej stodole wybuchł pożar, który doszczętnie strawił plebanię z zabudowaniami i sąsiednie zagrody. Wywołało to falę oskarżeń i nieporozumień między proboszczem, a wiernymi, co doprowadziło do ustąpienia duchownego z parafii. Placówka pozostawała przez jakiś czas nieobsadzona, z powodu braku kandydatów do objęcia ubogiej parafii pozbawionej plebanii. W końcu na ochotnika zgłosił się ks. Kocięcki, który za swoje lokum obrał niewielką izbę u jednego z gospodarzy i swoją energiczną pracą w ciągu kilku lat doprowadził do pobudowania nowej, murowanej plebanii i wszelkich pozostałych zabudowań zniszczonych w pożarze.

          Osiągnięty sukces został jednak brutalnie zniszczony przez wojnę, która w 1915 roku zebrała swoje żniwo w Gralewie. Kościół został zburzony przez Niemców podczas ostrzeliwania pozycji rosyjskich. Plebania została zdewastowana i rozkradziona, a wiele budynków we wsi uległo spaleniu. Ksiądz Kocięcki osłabiony chorobą wraz z parafianami przez tydzień chronił się przed ostrzałem w piwnicach plebanii. Następnie udał się wraz z wiernymi na kilkumiesięczną tułaczkę po sąsiednich parafiach. W jej trakcie pewnego dnia został zatrzymany przez rosyjski patrol i posądzony o szpiegostwo. Cudem udało mu się jednak wykupić i uniknąć śmierci. Po powrocie do swojej parafii zastał tam same ruiny. Dzieło odbudowy okazało się być zbyt kosztownym dla okolicznych mieszkańców oraz ziemiaństwa, które również poniosło znaczne straty. Niepowodzenia w odbudowie oraz wyczerpanie wojennymi przeżyciami przerosły księdza Kocięckiego i sprawiły, że poprosił biskupa o przeniesienie. Wiadomość ta zasmuciła parafian, którzy byli bardzo zżyci z swoim proboszczem i nie chcieli jego odejścia. Los wynagrodził 46-letniego kapłana za przeżyte cierpienia i pod koniec grudnia 1918 roku zawiódł go do Chełmicy - parafii z nowym, potężnym, murowanym kościołem i plebanią, malowniczo położonymi nad miejscowym jeziorem. Jej poprzedni gospodarz, ks. Antoni Klimaszewski zmarł w 1918r. po zarażeniu się tyfusem plamistym od parafianki do której przybył z posługą.


Kościół w Chełmicy, 1922r.


          Księdzu Kocięckiemu nie było jednak dane długo cieszyć się spokojem. Nadszedł rok 1920, gdy na ziemie polskie, w tym na Ziemię Dobrzyńską wtargnęły wojska bolszewickie pragnące przenieść swoją komunistyczną rewolucję na zachód. Chełmicki proboszcz, jako żarliwy patriota głośno sprzeciwiał się tej napaści i w podniosłych przemówieniach wzywał ludność do stawienia oporu i ruszenia z pomocą zagrożonej ojczyźnie. Wystąpienia te nie uszły uwadze bolszewików, którzy po zajęciu Chełmicy, w nocy 13 sierpnia pojmali ks. Kocięckiego. Był on następnie brutalnie przesłuchiwany, bity i poniżany we wnętrzu kościoła, które zostało zdewastowane. W wyniku tego „śledztwa” został on skazany za działalność kontrrewolucyjną na karę śmierci. Z wykonaniem wyroku wstrzymano się do momentu otrzymania zatwierdzenia go przez dowództwo stacjonujące w Lipnie. Do tego czasu kapłan przetrzymywany był w areszcie domowym w swojej plebanii. Od niechybnej śmierci udało się księdzu Kocięckiemu uciec dosłownie w ostatniej chwili. Ucieczkę umożliwiła mu kochanka jednego z bolszewickich oficerów, która korzystając z zamieszania wywołanego zarządzonym odwrotem bolszewików wyprowadziła duchownego poza plebanię i ukryła w bezpiecznym miejscu.

          Gdy nawała bolszewicka została odparta, ksiądz Kocięcki mógł wreszcie odetchnąć i cieszyć się spokojem. Czekało jednak na niego w parafii wiele nowych wyzwań. Chełmicka świątynia, mimo swojej okazałości nie miała w swym wnętrzu prawie żadnego wyposażenia – po zakończeniu jej budowy zwyczajnie nie starczyło już na to środków. W 1922 roku chełmicki proboszcz pozyskał dla swojego kościoła główny ołtarz. Uczynił to w bardzo zmyślny sposób – ufundowanie go stanowiło pokutę jaką nałożył dziedzicowi Chełmicy Małej za zorganizowanie polowania w święto Trzech Króli. Ksiądz Kocięcki sprowadził również i dokonał uroczystego wprowadzenia do świątyni obrazu św. Teresy od Dzieciątka Jezus.


Obraz św. Teresy zakupiony przez ks. Kocięckiego


 Duży rozgłos i uznanie w regionie przyniosły proboszczowi organizowane przez niego z dużym rozmachem uroczystości religijne i patriotyczne oraz wygłaszane kazania i przemówienia. To on pełnił rolę kaznodziei podczas uroczystego pogrzebu obrońców Włocławka w 1920r. Posiadał szczególny dar zjednywania sobie słuchaczy i poruszania swoimi wystąpieniami ludzkich serc. Jako ceniony „mąż słowa” na prośbę biskupa pełnił on również funkcję jednego z misjonarzy prowadzących misje parafialne na terenie diecezji. Tak wspominał jego kazania proboszcz parafii Szpetal Górny, ks. Ignacy Charszewski:



Głośne były również organizowane przez ks. Kocięckiego obchody święta 3-go Maja, szczególnie te z 1923 roku. Zorganizowany przez niego pochód przewyższył swoim rozmachem uroczystości w niejednym mieście, a relacje z niego ukazały się w regionalnej prasie. Chełmicki proboszcz doprowadził również do wybudowania na parafialnej ziemi Domu Katolickiego, który stał się miejscem zebrań dla parafian i siedzibą miejscowego Kółka Rolniczego, któremu ksiądz Kocięcki patronował.


Opis uroczystości zorganizowanych przez ks. Kocięckiego w 1923 roku.


ks. Kocięcki pośród druhów z OSP na tle chełmickiego kościoła (lata 20-te)


          Jako ważna postać tamtejszych okolic z lat 20-tych ksiądz Kocięcki zachował się w pamięci Jerzego Pietrkiewicza, który był wtedy dzieckiem. Gdy ten mały chłopiec z Fabianek wyrósł w przyszłości na pisarza i poetę, postanowił uwiecznić w licznych utworach obraz swojego małego dobrzyńskiego świata z lat dzieciństwa, w tym osobę chełmickiego proboszcza. Kapłan pojawił się między innymi w poemacie „Prowincja”, gdzie ukazane zostało jego przebudzenie rano, udanie się do kościoła, modlitwa i odprawienie mszy świętej.

Fragment poematu "Prowincja"


Dokładniej postać księdza Kocięckiego przedstawił Pietrkiewicz na kartach wydanej w 1941 roku w Londynie powieści „Po chłopsku”. Duchowny został tam opisany jako wysoki mężczyzna w binoklach chodzący w starych butach i pocerowanej sutannie oraz prowadzący ascetyczny tryb życia. W swej posłudze duszpasterskiej starał się być zawsze blisko ludzi i ich spraw. Był człowiekiem nerwowym i bezpośrednim, jednak posiadającym wielkie i czułe serce. Gdziekolwiek się nie pojawił swoim entuzjazmem odganiał smutki i wnosił radość życia. Bardzo podobnie wspominał osobę księdza Kocięckiego ks. Ignacy Charszewski, proboszcz sąsiedniej parafii w Szpetalu Górnym, który mówił, że już sam widok ks. Bolesława zawsze budził rozradowanie.


         Pod koniec lat 20-tych u księdza Kocięckiego zaczęły nasilać się bolesne dolegliwości związane z płucami. Sprawiło to, że ostatnie lata swojego życia kapłan przeżył w cierpieniu. Nie zgodził się on jednak na przeniesienie do rodzinnego Błominka – chciał do ostatnich chwil pozostać przy swoich parafianach. Ksiądz Kocięcki zmarł 14 marca 1931 roku w Chełmicy. W momencie śmierci miał 59 lat, z czego 36 przeżył w kapłaństwie. Po uroczystości pogrzebowej w dniu 17 marca ciało proboszcza zostało przewiezione do Skołatowa i pochowane w rodzinnym grobowcu na tamtejszym cmentarzu parafialnym.





         Liczne życiowe niedole i cierpienia nie zdołały złamać księdza Kocięckiego. Pomimo nerwowego usposobienia do końca życia pozostał człowiekiem wielkiego i pięknego serca, zawsze gotowym do niesienia słowa bożego i posługi duszpasterskiej wszędzie tam gdzie ich potrzebowano. Po wieloletniej tułaczce po różnych parafiach swój ostateczny dom odnalazł w Chełmicy Dużej, gdzie został zapamiętany jako wyjątkowy kapłan o potężnym duchu i wielkiej charyzmie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz