wtorek, 6 października 2015

Zwiedzamy, odkrywamy: Chełmica Duża


     W poprzedniej odsłonie cyklu "Zwiedzamy, odkrywamy" wędrowaliśmy po Chełmicy-Cukrowni (dla tych, którzy nie czytali - LINK ), tym razem pora poznać nieco lepiej Chełmicę Dużą, a więc to najstarsze centrum osady, gdzie od wieków nad brzegiem jeziora mieścił się dwór, młyn i kościół. 




Zapraszam również do nowo powstałej grupy dyskusyjnej na Facebooku poświęconej historii Fabianek i okolic:  LINK



     Wycieczkę rozpoczniemy od strony cukrowni, zaczynając na zakręcie, przy dawnym budynku mieszkalnym dla pracowników fabryki.



Za skrętem, po lewej stronie ukaże nam się jezioro Chełmickie.




Po prawej stronie zaś pole z widocznymi w tle blokami osiedla Janowo. Skrajem pola prowadzi ścieżka, którą mieszkańcy zwyczajowo chodzą na skróty do kościoła. Dawniej, gdy istniał tylko jeden, środkowy blok, mieszkańcy wydeptali ścieżkę przez środek pola, która potem została zaorana. Następnie więc wydeptywano na skraju pola. Rolnicy często specjalnie orali pod sam skraj, żeby ją zlikwidować, ale mieszkańcy zawsze szybko wydeptywali ją na nowo.




     W tym miejscu docieramy do kolejnego zakrętu, na którym odbijemy na chwilę w prawo i podążymy polną drogą widoczną na zdjęciu poniżej.




Jest to dawna tzw. "droga czereśniowa" prowadząca przez pola do Fabianek. Po przejściu nią kilku kroków po prawej stronie ukaże nam się kolejna ścieżka, którą można dojść do bloków mieszkalnych Janowa. Rośnie przy niej bardzo stare drzewo. Po przeciwnej stronie drogi natomiast mieściła się do niedawna pasieka mojego dziadka. Miód pochodzący z tej pasieki był smakiem mojego dzieciństwa i żaden smak miodu kupionego w sklepie nie mógł się z nim równać. Mój dziadek niestety w ostatnim czasie nieco podupadł na zdrowiu i musiał zakończyć swoją pszczelą pasję. Obecnie ludzie z pobliskich ogródków działkowych urządzili tam sobie śmietnik.



Powróćmy jednak na główną szosę - naszym oczom ukazuje się taki widok.




To co mamy przed sobą to jedno z bardziej interesujących i tajemniczych miejsc w Chełmicy. W lokalnej świadomości nosi ono nazwę "Frejniaka" albo "Frejnego dołu". Nikt do końca nie wie co też ta nazwa oznacza i skąd pochodzi. Postarajmy się więc zastanowić nad tym chwilę i spróbować znaleźć jakieś prawdopodobne wyjaśnienie tej sprawy. W tym celu udajmy się najpierw na lewą stronę szosy i poszukajmy małej ścieżki zaraz na początku. Zejdziemy nią na dół i staniemy przed takim widokiem:



Wpływa tutaj, a następnie znika woda z jeziora. Aby zobaczyć gdzie też ona dalej płynie musimy udać się na drugą stronę szosy i stromą ścieżką zejść na dół (pamiętajcie tylko żeby uważać na przejeżdżające samochody). Ukaże nam się wtedy taki widok:



     Jak widzimy woda przepływa pod szosą dwiema betonowymi rurami i płynie dalej tworząc strugę Chełmiczkę, która płynąc przez pola wpada w końcu do Wisły w Zarzeczewie. Jest to jedyny odpływ jeziora Chełmickiego. Tej małej rzeczki nie należy lekceważyć - to właśnie z nią związana jest pierwsza historyczna wzmianka o Chełmicy, kiedy to w 1236 roku książę Konrad Mazowiecki wydał dokument w którym rozdzielał Ziemię Dobrzyńską pomiędzy dwóch swoich synów ustalając granicę podziału właśnie na rzece Chełmicy.

Wróćmy jednak do wspomnianych rur. Pierwotnie woda wypływała tutaj naturalnym głębokim rowem, wąwozem nad którym przerzucony był drewniany most. Mój dziadek jako dziecko bawił się z kolegami pod tym mostem, gdzie zdarzało im się znajdować raki. W połowie lat 50-tych całość została przebudowana na stan obecny. Było to podyktowane chęcią zdobycia kontroli nad ilością wypływającej wody i większego jej spiętrzenia w celu zaspokojenia zapotrzebowania cukrowni na wodę.

Dla znających dobrze historię tego miejsca widok betonowych rur z których wypływa woda może budzić grozę, ponieważ miała tu kiedyś miejsce pewna tragedia. Z tego co pamiętam z opowieści grupka dzieci bawiła się tu kiedyś i jedno z nich wpadło do jednej z rur, po czym zaplątało w śmieci, wodorosty i nie mogło wydostać. Pozostali początkowo uciekli wystraszeni bojąc się kary od rodziców, w związku z czym pomoc przybyła za późno i dziecko zmarło z wychłodzenia.

     Wróćmy teraz do góry, na szosę. Frejniak to miejsce słynące z opowieści miejscowych o różnych ukazujących się tutaj zjawach i duchach. Miały się tutaj ukazywać m.in. białe postacie unoszące się w koronach drzew oraz widmo dziedzica na koniu. Tak naprawdę nic w tym dziwnego, ponieważ jest to miejsce o idealnych predyspozycjach do takich widzeń. Rosną tutaj stare drzewa o powykręcanych gałęziach, teren jest nieco odludny, znad jeziora unoszą się czasami opary, dawniej nie było tutaj również oświetlenia. Nic więc dziwnego, że dzieci o wrażliwej psychice mogła ponieść wyobraźnia. A dorośli? Wystarczy tylko pomyśleć o tym ile osób wracało tędy pieszo nocą z jakiejś zabawy w cukrowni w stanie wiadomo jakim.




Część starych, zabytkowych drzew została niedawno wycięta pod budowę chodnika dla pieszych.



     Czas teraz powrócić do sprawy wyjaśnienia nazwy tego miejsca. Jedyną właściwie rzeczą z jaką może kojarzyć się wyraz "frejniak" jest niemieckie słowo "frei" znaczące po polsku tyle co "wolny". Możemy więc założyć, że frejniak to miejsce, gdzie wody jeziora "uwalniają się", wychodzą na wolność.

    Spacerując dalej drogą i patrząc na jezioro możemy dojść do wniosku, że tutejszy jego brzeg wygląda dosyć nienaturalnie, a szosa stanowi jakby groblę, która prostą linią zamyka zbiornik. Czy cały ten teren został przekształcony przez człowieka? Już na najstarszych dokładnych mapach tych okolic z początku XIX wieku wygląda to tak jak obecnie. Jeśli rzeczywiście kiedyś ludzie zmodyfikowali ten brzeg to z całą pewnością musiało być to podyktowane istnieniem tutaj dawniej drewnianego młyna wodnego. Znajdował się on po prawej stronie, przy szosie, kilkadziesiąt metrów za obecnymi betonowymi rurami. Utworzony przed początkiem XIX wieku, funkcjonował do wybuchu II wojny światowej. Po wojnie nieczynny i opuszczony, został rozebrany pod koniec lat 40-tych.

Miejsce gdzie znajdował się młyn - obecnie.

Należy tutaj od razu wyjaśnić skąd też ów młyn czerpał wodę. Otóż dawniej woda z jeziora wypływała w dwóch miejscach, które po kilkudziesięciu metrach dopiero łączyły się w jedną strugę. Jest to doskonale widoczne na niemieckiej mapie z 1944 roku:


Biała plama u góry to jezioro, po środku widzimy szosę, a poniżej dwie odnogi, które łączą się w jedną strugę. Przy tej z prawej strony, tuż przy drodze widzimy symbol przypominający młyńskie koło z łopatkami - tam właśnie stał młyn.

Po rozbiórce starego młyna pozostał w tamtym miejscu niezagospodarowany, wielki dół do którego z czasem ludzie z okolic jak i nawet z daleka zaczęli zwozić i wyrzucać różne śmieci. Tak też i to miejsce utrwaliło się w lokalnej świadomości jako nielegalny śmietnik odpadów wszelakich.

Musiał więc istnieć dawniej w tamtym miejscu jakiś przepust, którym woda płynęła napędzając młyn. Później, gdy budynek został rozebrany przepust zasypano, a odnoga wyschła.

     Tutaj docieramy do drugiej teorii na temat pochodzenia nazwy "frejniak". Bywało tak dawniej, że często miejsca w których istniał młyn nazywano bądź to od potocznej nazwy młyna, bądź od nazwiska jego właściciela. Być może więc nazwa pochodzi od dawnego właściciela młyna, którym był jakiś Niemiec o nazwisku Frei...?



To miejsce bez wątpienia najpiękniej wygląda jesienią.

Chełmicki "frejniak" 1997r.









W oddali mieni się jesiennymi barwami wyspa na jeziorze.


     Pora teraz opuścić miejsce zwane frejniakiem i ruszyć dalej. Kolejny obiekt naszego zainteresowania ukaże nam się po chwili spaceru, po lewej stronie.


 Jest to dawny dom dworskiego ogrodnika. Park dworski w latach swej świetności dzielił się na dwie części: krajobrazową z dużymi drzewami (zachowaną do dzisiaj) i ogrodową z sadem i warzywnikiem (obecnie są tam ogródki działkowe). Po wojnie w części ogrodowej utworzono państwowy sad-warzywnik, którego nadzorcą był mieszkający w domku widocznym powyżej ogrodnik. Młodzież z okolic często dorabiała sobie pracując tutaj.

     Po minięciu domu ogrodnika naszym oczom ukazuje się najbardziej okazała i niezwykła budowla w całej okolicy - kościół św. Jakuba.





Fot. Jan Wende

Pierwszym bodźcem do budowy tej okazałej świątyni stała się pokaźna suma pieniędzy zapisana na ten cel w testamencie właścicielki dóbr Chełmica, Józefy Sierakowskiej. Po jej śmierci w 1877 roku kwota 20 tysięcy rubli została przekazana parafii i umieszczona na lokacie, w wyniku czego do 1905 roku urosła do 70 tysięcy rubli. Podjęto wtedy decyzję o budowie dużej świątyni, która pomieści wszystkich mieszkańców, których liczba w związku z nowo powstałą cukrownią znacznie wzrosła. Pieczę nad całym przedsięwzięciem objął mianowany w 1904 roku proboszcz, ks. Antoni Klimaszewski (jego grób znajduje się przed świątynią, po lewej stronie od bramy wejściowej).

Zaprojektowanie kościoła zostało zlecone znanemu warszawskiemu architektowi, Stefanowi Szyllerowi (był autorem takich projektów jak m.in. brama główna Uniwersytetu Warszawskiego oraz gmach główny Politechniki Warszawskiej).

Budowę rozpoczęto wiosną 1906 roku. Wykonawcą był znany włocławski przemysłowiec, właściciel cegielni Leon Bojańczyk. Według projektu kościół miał być 6 metrów dłuższy niż jest, jednak po wykopaniu fundamentów stwierdzono, że zabraknie środków na budowę i zdecydowano się go skrócić. Całe przedsięwzięcie zakończono 11 lat później, w 1917 roku. Po dokonaniu wtedy konsekracji przez biskupa płockiego i oddaniu świątyni do użytku rozebrano stary, drewniany kościół z 1799 roku, który znajdował się kawałek za tym nowo powstałym. Wraz z nową świątynią pobudowano również znajdujące się na jej tyłach zabudowania plebanii.

Jeśli chcielibyście dokładniej poznać historię tego kościoła i odbyć wirtualną wycieczkę po nim, zapraszam tutaj:

Zwiedzamy, odkrywamy: Kościół św. Jakuba w Chełmicy

     Pora teraz abyśmy z głównej szosy skręcili w lewo, w drogę znajdującą się zaraz za kościołem. Prowadziła ona dawniej do chełmickiego dworu.

Fot. Jan Wende


Chełmica 1997r.  fot. Jan Sieraczkiewicz


Mijamy zabytkowe budynki plebanii. Jest to nie tylko dom mieszkalny, ale również budynki gospodarskie, ponieważ w dawnych czasach ksiądz posiadał również własny inwentarz żywy. Obecnie nie są one użytkowane, bądź służą jako składziki różnych parafialnych rzeczy.




Po prawej stronie drogi możemy zobaczyć dawny parafialny wychodek.




Nieco dalej, po prawej stronie znajduje się głaz umieszczony tam niedawno przez księdza proboszcza jako upamiętnienie miejsca, gdzie znajdowała się poprzednia chełmicka świątynia.




Dawny kościół był budowlą drewnianą wzniesioną na kamiennej podmurówce. Posiadał małą wieżyczkę i dach kryty ceglaną dachówką. Liczył około 45 metrów długości i 11 szerokości. Dwa dzwony umieszczone były w zewnętrznej, stojącej obok kościoła dzwonnicy zrobionej z trzech pali. Tuż obok znajdował się cmentarz. Wewnątrz świątyni znajdowały się 3 ołtarze, dwa pomalowane na żółto konfesjonały oraz sześć ławek z drewna dębowego. Była tam też specjalna loża dla właścicieli dóbr Chełmica i ich rodzin z sofami obitymi zielonym suknem.

Trzeba również podkreślić, że nie był to pierwszy, a trzeci już kościół jaki istniał w Chełmicy. Obecna świątynia jest więc już czwartą z kolei budowlą.

     Ruszamy dalej drogą na której się znajdujemy. Po chwili z prawej strony ukażą nam się zabytkowe zabudowania dworskie.




Są to dwie oficyny (stajnia oraz wozownia) z pierwszej połowy XIX wieku. Obecnie pełnią one funkcję budynków mieszkalnych. My udajemy się dalej drogą, która tutaj skręca w lewo. To doprowadzi nas do niewielkiej polanki.


To tutaj właśnie, w tym miejscu znajdował się dawniej chełmicki dwór. Niestety nie przetrwał on do czasów obecnych. Przeszukując pobliskie zarośla możemy natrafić jedynie na drobne pozostałości zabudowań.


Skoro nie możemy już nic zobaczyć, musimy w takim razie posłużyć się wyobraźnią. W tym pomoże nam natomiast fotografia z 1909 roku, z czasów świetności dworu.



Mamy więc wielki, okazały zajazd, po środku którego posadzone są kwiaty i krzewy. Za nimi zaś widzimy dwór, pięknie położony pośród parku, tuż nad brzegiem jeziora. Nie był on jakoś specjalnie wielki ani wyszukany architektonicznie - taki bardziej swojski, wiejski. Miał natomiast ponoć dobrze urządzone i przestronne wnętrza. Został wybudowany w drugiej połowie XVII wieku, a następnie przebudowany w połowie wieku XVIII.

Do wybuchu II Wojny Światowej zamieszkiwała w nim ostatnia właścicielka dóbr Chełmica - Paulina Kleszczyńska. Była to kobieta prawdziwie niezwykła i na tyle barwna, że sam od dawna jestem zafascynowany jej osobą i już nieraz planowałem napisać oddzielny artykuł na jej temat. Wciąż jednak nie mam śmiałości tego uczynić, obawiam się że nie mam jeszcze wystarczająco materiałów aby zrobić to dobrze, bądź nie wiem w jaki sposób o niej najciekawiej opowiedzieć. W każdym razie jednak obiecuję, że wkrótce z pewnością wam tę postać lepiej przybliżę.

Teraz należy jedynie wspomnieć, że Pani Paulina była osobą niezwykle towarzyską i obracała się swobodnie wśród warszawskiej śmietanki artystyczno-literackiej. Dlatego też dwór w Chełmicy często gościł różne znane osobistości, jak chociażby Jana Lechonia, Juliana Kaden-Bandrowskiego, Kazimierza Wierzyńskiego, Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego i Franciszka Fiszera. W dworze znajdowała się podziwiana przez wszystkich odwiedzających bogata biblioteka zasobna w bardzo cenne egzemplarze książek. Był tam również fortepian na którym grywał sam Artur Rubinstein, oraz dębowe biurko na którym Wacław Sieroszewski napisał swą sztukę "Bolszewicy".

O dziwo, o końcu istnienia chełmickiego dworu nie zadecydowała wojenna zawierucha. Przetrwał tamte czasy i po wojnie został zaadaptowany na dom dziecka. Funkcję tę pełnił do początku lat 70-tych, gdy to w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach wybuchł w nim pożar. Stał potem jakiś czas z powybijanymi oknami i tabliczką "Wstęp surowo wzbroniony" obok drzwi, aż w końcu został zburzony.

Pracownicy domu dziecka na tle chełmickiego dworu (Fot. ze zbiorów Olgi Kozakiewicz )

Tadeusz Misterski na tle chełmickiego dworu (Fot. ze zbiorów Olgi Kozakiewicz)


Pieczątka Domu Dziecka w Chełmicy (Fot. ze zbiorów Olgi Kozakiewicz )



     Ciekawostką jest, że istniał jeszcze wtedy taki mały budyneczek, który znajdował się po lewej stronie dworu. W latach 70-tych mój tata jako dziecko bawił się tam często z kolegami. Wejście było jakoś nie najlepiej zabezpieczone, więc dało się wejść do środka. Miały się tam znajdować skrzynie pełne dokumentów w języku niemieckim, jakieś akty zgonu, akty własności... co się z tymi dokumentami potem stało, niewiadomo...

     Mówiąc o sprawach dworskich trzeba koniecznie dodać, że w odleglejszych czasach przez wiele wieków Chełmica była własnością rodu Chełmickich, który to właśnie od miejscowości wywodził swą nazwę. Jako ciekawostkę warto również napomknąć fakt, że Chełmica Duża dawniej nazywana była Chełmicą Wielką.

Dawna Chełmica to oczywiście nie tylko dwór i zamieszkujący go dziedzice, ale przede wszystkim żyjący tam zwykli mieszkańcy, gospodarze. Bez wątpienia byli to ludzie bardzo zaradni, pracowici i aktywni społecznie. Dowodem na to niech będzie kilka artykułów z dawnej prasy:

Tygodnik "Społem", 1907r.


"Gazeta Świąteczna" 1932r.

"Gazeta Świąteczna" 1929r.


     Przejdźmy teraz przez polanę i zejdźmy stromą ścieżką nad brzeg jeziora.




Znajdujemy się teraz w otoczeniu pozostałości dawnego parku dworskiego, który założony został pod koniec XVIII wieku. Gdzieniegdzie zachowały się jeszcze dawne parkowe ścieżki. Możemy po zejściu na dół skręcić w prawo i podążyć ścieżką wzdłuż brzegu jeziora, a potem odbić w prawo i powrócić na górę. Przed nami widnieje piękna, tajemnicza i nieskalana przez człowieka wyspa na jeziorze.





     Tutaj należy wspomnieć, że w dawnych czasach park jak i ogród dworski były tak pięknie zaprojektowane i urządzone, że bywały tutaj nawet wycieczki z włocławskich szkół!






    Czas aby powrócić do głównej szosy. Gdy do niej dotrzemy zwróćmy uwagę na zabudowania naprzeciwko kościoła, widoczne na zdjęciu poniżej. Warto wiedzieć, że w tamtym miejscu, w XIX wieku znajdowała się karczma.


Udajmy się teraz w lewo (w kierunku Świątkowizny) i po około 200 metrach skręćmy w gruntową drogę po lewej stronie.


Jest to droga, która prowadziła dawniej do zabudowań służby dworskiej. Po kilku chwilach spaceru tą drogą natkniemy się na pozostałości jej dawnej nawierzchni wykonanej z "kocich łbów". Po lewej stronie dostrzeżemy wyraźnie przebiegającą przez pole miedzę. W tamtym miejscu znajdowała się kiedyś droga łącząca chełmicki dwór z czworakami fornali - czyli domami służby, które stały po prawej stronie drogi na której się znajdujemy. Te, w przeciwieństwie do nowoczesnych i okazałych czworaków z Fabianek (istniejących do dzisiaj) były brzydkie, mizerne, a w deszczowe dni ludzie skarżyli się na przeciekające dachy.

Idąc dalej znajdziemy po lewej stronie polną drogę, która prowadzi na "dziką plażę". Było to kąpielisko, które istniało już w latach 50-tych, a może było tam też wcześniej. Korzystali z niego okoliczni mieszkańcy, dla których plaża na półwyspie była daleko. Mam do tego miejsca wielki sentyment, ponieważ tam właśnie uczyłem się pływać i stamtąd wypływałem z tatą i bratem na pontonowe wyprawy po jeziorze. Obecnie niestety kąpielisko zarosło i można je rozpoznać jedynie po wąskiej przerwie między nadbrzeżnymi trzcinami.

Gdy będąc w tamtym miejscu spojrzymy się w kierunku północnym, przy brzegu jeziora dostrzeżemy wielkie, stare samotne drzewo. Tak też właśnie je nazwałem - "Samotne drzewo".



Rośnie na sporym pagórku w takim mini lasku pośród pól, przy ujściu pewnego strumyka do jeziora. Żeby więc do niego dojść trzeba iść z "dzikiej plaży" skrajem pola, potem zejść na dół, przeskoczyć strumyk i wspiąć się na pagórek. Ukaże nam się wtedy duża jama - ponieważ wielki pień wiekowego drzewa jest pusty w środku.



To miejsce ma swój klimat, lubię je odwiedzać. Mam nadzieję, że Samotne Drzewo jeszcze długo będzie trzymało swoją straż nad wodami jeziora.




     Pora teraz wrócić do głównej szosy i cofnąć się pod kościół, skąd udamy się szosą w kierunku południowym. Doprowadzi nas ona do cmentarza.




Spoglądając na pole po drugiej stronie drogi ujrzymy pagórek.


Na tym pagórku przed wojną znajdował się drewniany młyn-wiatrak. Najprawdopodobniej został rozebrany w czasie wojny, ponieważ w czasach powojennych nie było już po nim śladu. Wspomnienie tego wiatraka nie zachowało się w pamięci miejscowych ludzi, można go natomiast odnaleźć na każdej przedwojennej mapie tych okolic.

Aktualizacja:  Okazuje się, że wiatrak ten został sprzedany, rozebrany i postawiony w nowym miejscu. Jego pozostałości znajdują się nieco dalej, w Chełmicy Małej - wybierzemy się tam niedługo w ramach kolejnej wycieczki.

Na tym kończymy dzisiejsze zwiedzanie i odkrywanie. Ciąg dalszy już niedługo, tymczasem jeśli macie jakieś pytania, chcecie wyrazić swoją opinię, podzielić się wspomnieniami, posiadacie jakieś dodatkowe ciekawe informacje, chcecie coś poprawić, sprostować - śmiało komentujcie, piszcie do mnie.


Aktualizacja II :   Wartym odnotowania jest, że Chełmica na przełomie XIV i XV wieku była pod władaniem Zakonu Krzyżackiego, który posiadał tutaj swój folwark. Z faktem tym może się wiązać znaleziony w 1870 roku w Chełmicy skarb składający się z 385 monet polskich i krzyżackich.




21 komentarzy:

  1. Na Frejniaku podobno straszy :P

    OdpowiedzUsuń
  2. zazwyczaj mówi się białodrzew na to "Samotne drzewo"

    OdpowiedzUsuń
  3. Do ruin domu dziecka (wtedy były już fundamenty i schody tylko) jako dzieciaki robiliśmy sobie często wyprawy wieczorne (szczególnie po religii, która była wtedy w salce parafialnej koło kościoła) i dalej pod samotne drzewo. Po drodze snuliśmy opowieści, że na drzewie był kiedyś wisielec i teraz tam starszy. W domu dziecka też miały straszyć duchy dzieci. Takie wyprawy to był "test" na odwagę :) Były też testy z wchodzeniem do pieczary na cmentarzu (tej co była/jest ? na końcu głównej alejki.
    Tragedię z frejniaka pamiętam, chodzenie po krawędzi odpływu było dość częste i dziwne że nigdy nie zostało to zabezpieczone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne wspomnienia! Dzięki za podzielenie się nimi, pozdrawiam. :)

      Usuń
  4. Jeżeli chodzi o wiatrak to nadal on stoi, tylko w innym miejscu. Pierwszy właściciel sprzedał ów wiatrak i został on rozebrany i postawiony w innym miejscu. Mało co z niego już zostało. Można trafić do niego jadąc drogą cmentarną od strony kościoła, a następnie skręcić w pierwszą asfaltową drogę w lewo. Po 300-400m dojedziemy do wiatraka.

    Jak zwykle super artykuł i miło się go czytało.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz wszystko jasne! - a ja zastanawiałem się czemu tego z Małej Chełmicy nie ma na żadnej przedwojennej mapie, a to ten sam tylko przeniesiony... Dzięki za info! :)

      Usuń
  5. o tych niewyjaśnionych okolicznościach pożaru różnie się mówiło ,pamiętam jak chodziliśmy ze szkoły odwiedzać dzieci z domu dziecka ,były to dzieci o różnym rodzaju niepełnosprawności . pamiętam opowieści że wyspa o której piszesz była
    połączona z dworkiem podziemnym tunelem a na wyspie był tzw dworek letni .
    ale sladów tej budowli nie pamiętam , na wyspach często urządzaliśmy biwaki fajny teren .

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam!
    Ciekawi mnie ile ziemi należało do ostatniej właścicielki,ile miała służby i kto był zarządcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie! Niestety nie posiadam takich informacji, chociaż bardzo chciałbym takie rzeczy wiedzieć. Jeśli już jesteśmy przy ziemi dworskiej to wiem tylko z opowieści mojego dziadka, że jego ojciec zaraz po wojnie został mianowany stróżem pól, które należały do chełmickiej dziedziczki. Dano mu służbowego Mosina i przydział ostrej amunicji. Podobno czasami korzystał z niego do polowania na zające. Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Witam!
    Z tego co wiem , to majątek w czasie wojny przejęli Niemcy. To okoliczni Polacy musieli pracować w polu dla Niemców i jacyś Polacy musieli nimi zarządzać. Natomiast po wojnie majątek na mocy reformy rolnej przeszedł na Skarb Państwa i ziemie rozparcelowano pośród okolicznych chłopów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - zaraz po zajęciu tych terenów Kleszczyńska została zmuszona do spakowania się w walizkę i opuszczenia majątku. Swoją drogą to dziwne, że jej nie zaaresztowano (była przecież Żydówką). Potem ukrywała się w Warszawie pod zmienionym nazwiskiem, a po Powstaniu Warszawskim wszelki słuch o niej zaginął. Mój pradziadek był stróżem majątku przez krótki okres czasu tuż po wyzwoleniu, jeszcze przed parcelacją.

      Usuń
  8. Interesuję się tym, bo znajomego pradziadek z rodziną podobno mieszkał w tym dworku przed wojną i w czasie wojny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesuję się tym ,bo poszukuje informacji na temat Zawadzkiego, który podobno z rodziną mieszkał w tym dworku przed wojną i w czasie wojny.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam. Bardzo fajny materiał. A co do tragedii z frejniaka, to zginął tam moj brat... i nie sądzę ze chcial sie schować w tej rurze betonowej. Nurt wody na to nie pozwalał, raczej nieszczęśliwie wpadł a młodzi koledzy w strachu uciekli. Finał niestety był smutny:( pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, dziękuję za komentarz. Bardzo mi przykro z powodu brata - zmieniłem nieco ten fragment. Teraz mówi on o tym, że wpadł on do rury. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Witam,

    interesuje mnie czy wiadomo co się stało ze wspomnianym skarben

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,
    interesuje mnie czy wiadomo co się stało ze wspomnianym skarbem?
    Czy były to tylko monety?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry,
      Niestety dalsze losy tego skarbu nie są mi znane, ale sądząc po czasach w jakich je odnaleziono to pewnie władze carskie się nimi zaopiekowały i gdzieś wywiozły. Z tego co mi wiadomo to były to tylko monety - w większości polskie i kilkadziesiąt krzyżackich, z początku XV wieku.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Witam,historia Chełmicy Dużej też jest mi bliska mój pradziadek pełnił funkcje tzw. Wudarza w dworze do dziś żyja moi krewni,którzy znaja wiele szczegółów z okresu II wojny.
      Na wyspie zwanej kępą podobno sa pozostalosci altan alejek itp. Dużo zaroslo tam ale cegly itp tez o czyms świadczą

      Usuń
  13. Dokonałem niesamowitej rzeczy. Szacunek za twoja pracę. W Chelmicy, jak to określiła, w domku ogrodnika, 200 m przed kościołem, mieszkali moi dziadkowie, państwo Wojciechowscy. Większość dzieciństwa spędziłem u nich. Jeszcze raz dziękuję!

    OdpowiedzUsuń